poniedziałek, 6 czerwca 2016

7. Na osobności

Czy to informacja? Czy to filler? Nie! To nowy rozdział!
Shhhhh, wiem, że miałam dodać go, jak napiszę 5 do przodu... Shh...
Ważne info: rozdział jest prawie bezpośrednią kontynuacją rozdziału 4. Dodatkowo, żeby wprowadzić trochę porządku po okresie pisania jednej notki na rok: rozdziały: 2.,3.,4. i kawałek 7. dzieją się tego samego dnia, rozdziały 5. i 6. dzieją się mniej więcej równolegle do wydarzeń na Ziemi. I tak, to nowy rozdział 7., zastępujący ten poprzedni. Sorki, jestem lamą :c
-------------------------------------------------------------------------

    - Ciekawe… Skąd ci w ogóle przyszło do głowy, że interesują mnie wasze brudne sprawy? Nie po to zadzwoniłam.
    Aoi prychnęła gniewnie, zerkając w stronę telefonu. Ustawiła go na tryb głośnomówiący, bo nie chciała zajmować nim rąk. Leżała na łóżku i z zapałem ciskała rzutki w stronę tarczy. Celność nie była dzisiaj jej mocną stroną.
    - Chciałam po prostu poprawić sobie humor, zawracając ci głowę – syknęła, niechcący trafiając rzutką w szafkę.
    - Cudownie – głos jej rozmówczyni przesiąknięty był jadem. - Przypomnij mi… Po co w ogóle rozmawiamy?
    Aoi zaśmiała się i zerwała z łóżka, by pozbierać wszystkie rzutki. Nie zamierzała już więcej grać, więc po prostu schowała je do pudełka.
    - Ja nienawidzę ciebie. Ty nienawidzisz mnie – odparła Aoi, sięgając po laptopa. - I korzystamy z każdej możliwości, by powalczyć. Nawet na słowa. Plus masz wyrzuty sumienia.
        - Zamknij się.
Uśmiechnęła się, słysząc czysty gniew w głosie swojej nemezis. Poprawiło jej to humor na tyle, by mogła wrócić do pracy.
    - A co, zaprzeczysz? - rzuciła lekkim tonem, napawając się satysfakcją.
    - To nie twoja sprawa, co czuję – syknęła kobieta, będąca po drugiej stronie linii. - To po prostu… Pewne zobowiązania. I nadzieja na skierowanie tej sprawy na właściwe tory.
    - Po moim trupie – głos Aoi w jednej chwili stał się zimny niczym lód.
    Sytuacja natychmiast się odmieniła. Tym razem druga kobieta się śmiała, wyraźnie zadowolona ze złości rywalki.
    - Żebyś się nie zdziwiła, skarbie – Aoi ledwo powstrzymała chęć ciśnięcia telefonem o ziemię, gdy usłyszała zadowolenie w głosie tej kobiety. - Kto wie? Może wkrótce złożę ci wizytę i osobiście ci w tym pomogę?
    - Och tak? A pamiętasz poprzednie?
    Kobieta zamilkła na dłuższą chwilę. Aoi czekała, z uśmiechem na ustach, czując już smak triumfu. W końcu poruszyła najbardziej drażliwy temat.
    Tamten dzień. Żadna z nich nie wspominała go dobrze, jednak to Aoi odniosła wtedy zwycięstwo.
    Gorzkie. Niesatysfakcjonujące. Nie zmieniające niczego.
    Poczuła jak gorycz zalewa jej pierś. Użyła obosiecznej broni.
    - Wiele się od tamtego czasu zmieniło – warknęła w końcu kobieta, po czym rozłączyła się.
Aoi z nienawiścią spojrzała na telefon. Nie była pewna, co jej odbiło, opowiadając jej o rozmowie z Uraharą. Niby czego oczekiwała? Że powie jej, co ma zrobić? Jakie to było naiwne. I kompletnie pozbawione honoru. Było mnóstwo innych osób, do których mogłaby się zwrócić, gdyby chciała…
    Problem w tym, że nie chciała.

*

    Minęło już kilka dni, odkąd Ichigo z Uraharą złożyli wizytę Aoi. Sytuacja wydawała się być patowa, treningi Kurosakiego zostały wstrzymane, a Rukia nalegała, by mogła wreszcie złożyć pełny raport Gotei 13. Kisuke jednak wciąż ją od tego odwodził, jakby wciąż coś planował.
    - Ichigo, rusz ten tyłek!
    - No już, już!
    Chłopak wstał z poirytowaniem. Rukia łypała na niego groźnie, tupiąc nogą z niecierpliwością. Ostatnio cały czas się wściekała i wrzeszczała z byle powodu. W sumie, nie ona jedna.
    Znieruchomiał nagle. Jego wzrok przykuła mała, równo złożona karteczka, leżąca na skraju biurka. Nie przypominał sobie, aby wcześniej ją tu widział. Odruchowo po nią sięgnął i rozłożył.
   
Po lekcjach, na dachu. Sam. Ważne. N.

    Zmarszczył brwi. Pismo było równe, staranne. Zdecydowanie nie wyglądało to na wiadomość przygotowaną w pośpiechu. Ciekawość kazała mu iść sprawdzić, Rukia zaś właśnie wymierzała cios jego głowie. Syknął, gdyż dziewczyna nie szczędziła siły.
    - Nie będę na ciebie czekać wiecznie, głupcze! - warknęła, po czym zerknęła na karteczkę w dłoni Ichigo. - Hm, co to?
    - Nic – odparł, szybko chowając wiadomość do kieszeni. - Wybacz Rukia, ale zdaje się, że mam jeszcze coś do załatwienia.
    Zmarszczyła czoło, zdumiona, ale ostatecznie tylko wzruszyła ramionami. Zanim odeszła, zdążyła jeszcze wspomnieć Ichigo, że przez jego guzdranie się straciła sporo czasu. Zadziwiająco szybko odpuściła.
    W drodze na dach mijał wielu uczniów, szczęśliwych z powodu zakończenia lekcji. Niektórzy zostawali na dodatkowe zajęcia, inni szli na jakieś bezsensowne kary. Klatka schodowa prowadząca na dach szczęśliwie jednak szybko opustoszała.
    Gdy tylko wyszedł na zewnątrz, lekko oślepił go blask słońca, powoli chylącego się ku zachodowi. Była już jesień, wkrótce o tej porze będzie już prawie ciemno. Ichigo rozejrzał się, niby od niechcenia, ale nikogo nie zauważył.
    - O, jednak przyszedłeś – usłyszał spokojny, ale też nieco znudzony głos.
    Odwrócił się i skrzyżował spojrzenia z Nicole. Siedziała po turecku pod ścianą budynku, trzymając przed sobą bokken oparty o ziemię. Falowane włosy związała w luźny kucyk, a koszulę od mundurka rozpięła, co uwidoczniło ukrytą pod spodem białą bluzkę. Gdyby teraz zobaczył ją jakiś nauczyciel, z pewnością dostałaby naganę za lekceważenie stroju szkolnego.
    - To ty to napisałaś? - zapytał Ichigo, wyciągając karteczkę z kieszeni.
    - A miałabym inny powód, by tu teraz siedzieć? - odparła z przekąsem, patrząc na niego z ukosa. - Mam sprawę. Właściwie pytanie.
    Stał nieruchomo, czekając na to pytanie. Cisza przedłużała się, gdy obserwowali się wzajemnie. Nicole głęboko się zastanawiała, starając się dobrać jak najwłaściwsze słowa i przewidzieć możliwy tok rozmowy. W końcu westchnęła tak cicho, by Kurosaki nie usłyszał i zdecydowała się improwizować.
    - To pewnie bezczelnie, ale trudno – zaczęła z nieco wymuszonym uśmiechem na twarzy. - Czy mógłbyś powiedzieć mi, co chcieliście od Aoi? Jakieś sprawy Shinigami, prawda? Nie próbuj zaprzeczać, wiem, że nim jesteś, widziałam.
    Każde następne zdanie dziewczyna dodawała coraz szybciej, jakby nie chciała, by jej przerwał. Kurosaki nie miał nawet zamiaru tak uczynić, wpatrywał się w nią ze zdziwieniem.
    - Nie dziw się tak, biegasz po mieście w czarnej piżamce, a tymczasem każdy z nieco większą energią duchową może cię zobaczyć.
    - Chciałem, żeby mnie trenowała – zignorował drwinę i zdecydował się wyjawić połowę prawdy. - Ona również jest Shinigami, prawda?
    Nicole spojrzała na niego z zainteresowaniem. Wedle wcześniejszych słów Aoi, dziewczyna miała słabo orientować się w zasadach duchowego świata, a jednak sprawiała zupełnie odmienne wrażenie. Czyżby kobieta kłamała?
    - Cóż, podejrzewam, że była – odezwała się znów Nicole, starannie ważąc słowa. - Czy jest? Chętnie sama bym się dowiedziała.
    Wpatrywała się w niego nieprzeniknionym wzrokiem. Kurosaki poczuł się nagle dziwnie nieswojo – pierwszy raz w życiu rozmawiał z nią na osobności.
    - Prawdę mówiąc… Nie interesują mnie wasze sprawy – ton jej głosu zmienił się, zdradzał teraz znużenie i rezygnację. - Mam po prostu własne problemy i szukam sposobu, jakiegokolwiek, by je rozwiązać.
    - Własne problemy?
     Skinęła głową i wstała, podpierając się kataną. Nie patrzyła już na niego, zamiast tego wpatrywała się w bezchmurne niebo.
    - Być może małe i nic nieznaczące, ale własne.
    Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale w tym momencie poczuł nagły wybuch reiatsu, a jego odznaka Zastępczego Shinigami zawyła alarmująco. Nicole spojrzała na niego pytająco, ale zignorował ją, przyciskając mały kawałek drewna do piersi. Opuścił swoje ciało, ku jeszcze większemu zdziwieniu, ale i zaintrygowaniu dziewczyny.
    - Hollow. Popilnuj mi ciała.
    - Co?!
    Energia była oszałamiająca. Dobiegała z niedaleka, z okolic, które w tych godzinach były wyjątkowo zatłoczone. Ruszył, nie marnując więcej czasu. Zdążył usłyszeć jeszcze tylko wściekły krzyk Nicole:
    - Ej! Nie zostawiaj mnie tak tutaj!

*

    Zostawił. W jednej chwili zniknął, wręcz rozpłynął się w powietrzu. Zostało po nim tylko wspomnienie reiatsu, które zaraz wymieszało się z reiatsu Hollowa. Nicole mimowolnie wzdrygnęła się, czując tę przerażającą energię. Potężny Pusty, jednak nie był jej zmartwieniem. Z westchnieniem spojrzała na porzucone ciało Kurosakiego.
    Sytuacja ta była bez wątpienia kłopotliwa. Wkrótce nauczyciele przejdą się po szkole w ramach dyżuru, a Nicole nie miała pojęcia co zrobić. Nie próbowała się nawet łudzić, że będzie w stanie podnieść Kurosakiego, a tym bardziej znieść go po schodach. Chyba że chłopak nie miałby nic przeciwko przeciągnięciu go po podłodze i lekkiemu poobijaniu. Dziewczyna podeszła do ciała i przykucnęła przy nim. Wyglądał, jakby spał. Może jakaś dobra wymówka załatwi sprawę? Z ciekawością przytknęła palce do jego szyi, szukając pulsu. Na szczęście był. To znacznie upraszczało sprawę.
    - Skopię ci tyłek, jak tu wrócisz – mruknęła pod nosem i dźgnęła ciało Kurosakiego w żebra. Oczywiście w żaden sposób nie zareagowało, choć dziewczyna i tak miała nadzieję.
    Wstała i powolnym krokiem zaczęła okrążać Ichigo. Absurdalna sytuacja. Tylko czekać, aż któryś z nauczycieli się tu pojawi i zacznie zadawać pytania.
    Spacerując tak, niechcący kopnęła torbę Ichigo. Już chciała schylić się i ją poprawić, gdy torba poruszyła się. Sama z siebie. Dziewczyna zamarła w oczekiwaniu, a torba nadal się poruszała. Wszystko wskazywało na to, że coś próbuje się z niej wydostać, jak na razie bezskutecznie. Nicole szturchnęła ją kataną, zaintrygowana.
    - Ichigooo~!
    Z torby wyskoczył pluszowy lew, miotając się wściekle. Zaskoczona Nicole cofnęła się z krzykiem, czym zwróciła na siebie uwagę. Pluszak obejrzał ją od góry do dołu, nie mniej zdziwiony. Zerknął jeszcze na ciało Kurosakiego, po czym znowu wlepił spojrzenie w dziewczynę. Na moment zapadła cisza.
    - Ty… ty mówisz? - przerwała ją wreszcie Nicole, zbliżając się do pluszaka.
    Ten, gdy tylko znalazła się od niego na odległość dwóch, trzech kroków rzucił się do ucieczki. Nie spodziewała się tego, ale instynkt wziął górę: ruszyła za nim i złapała go tuż przy schodach. Szarpał się niemożliwie i cały czas wrzeszczał. Nicole z irytacją wyprostowała rękę, by trzymać go jak najdalej od siebie.
    - Ichigooo~! Neechan! Ratujcie!
    - Zamknij się – dziewczyna miała ochotę wyrzucić go za barierkę, ale odepchnęła od siebie tę myśl. - Kim ty w ogóle jesteś?
    Pluszak posłał Nicole spojrzenie pełne bólu i rozpaczy. W tym momencie nawet poczuła do niego odrobinę współczucia, ale i tak potrząsnęła pluszakiem, by zmusić go do mówienia.
    - Ej, ej, przestań! - ryknął, a zaraz potem dodał – Jestem Kon, zmodyfikowana dusza!
    - Co? - Nicole zmarszczyła czoło. - Czym jest zmodyfikowana dusza?
    Kon fuknął oburzony, po czym znowu zaczął się szarpać. Dziewczyna ani myślała go puścić. Przyciągnęła go do siebie na wysokość oczu i przyjrzała dokładnie.
    - Takim, no… - zaczął Kon, gorączkowo się zastanawiając – Eech, pewnie nawet nie wiesz, czym jest cukierek duszy…
    - To akurat wiem!
    Kon znieruchomiał i przyjrzał się dziewczynie z zainteresowaniem.
    - To wiele ułatwia! Zatem jestem takim cukierkiem duszy, ale z własną osobowością, rozumem i uczuciami. Ten palant Ichigo tego nie rozu…
    - Czekaj, więc jesteś taką małą, zieloną kulką?
    Zerknęła przelotnie na leżące nieopodal ciało Ichigo. Kon również spojrzał w tamtą stronę i nagle ogarnęły go złe przeczucia.
    - Znacie się, prawda? - nie czekając, aż odpowie na wcześniejsze pytanie. Ton jej głosu był lekki i radosny. - Wzywałeś go na pomoc…
    - Nie, nie, to wcale nie ta…
    Urwał, gdy dziewczyna bezceremonialnie wepchnęła mu rękę do pyszczka. Nie miała co prawda pewności, że ten sposób podziała, ale wytrwale grzebała w pluszu, próbując znaleźć kulkę. Kon przez cały ten czas próbował protestować i wzywać pomocy.
    W końcu udało się. Zacisnęła palce na cukierku duszy i wyciągnęła go ostrożnie. Mimo wszystko nie chciała się zbytnio narażać Konowi. Wciąż trzymając pluszaka, podeszła do ciała Kurosakiego i wetknęła kulkę do jego ust.
    Kon od razu zyskał nad nim kontrolę i zerwał się na równe nogi. Obrzucił dziewczynę spojrzeniem pełnym wyrzutu, na co ta jedynie uśmiechnęła się szeroko.
    - To wcale nie było miłe, wiesz? - wydarł się i wyrwał swoje pluszowe ja dziewczynie. - Poza tym, skąd wiesz, że nie jestem jakimś psychopatą, któremu właśnie podarowałaś ciało i możliwość…
    - Och, zgadywałam – po raz kolejny mu przerwała, obserwując, jak chowa pluszaka do torby. - Widywałam cię czasem w pobliżu Ichigo i jego znajomych, ale nigdy wcześniej nie gadałeś.
    - Musiałem zachowywać pozory – burknął obrażony i otrzepał się z kurzu. - Tak właściwie to gdzie jest Ichigo?
    Nicole spojrzała w dal, skąd wyczuwała starcia dwóch silnych reiatsu. Jedno należało do Ichigo, drugie przypominało reiatsu Hollowa. Energia ta była jednak dużo silniejsza i… inna. Poza nimi mogła wyczuć jeszcze dwa kolejne reiatsu.
    - Walczy - machnęła ręką w kierunku, w którym patrzyła, po czym skierowała się ku schodom. - Chodź, zmywamy się stąd, zanim ktoś się tu przypałęta.
    Kon posłusznie za nią ruszył. Jak gdyby nigdy nic opuścili szkołę, nie natknąwszy się na żadnego nauczyciela. Gdy przed bramą Kon już chciał oddalić się od Nicole, ta złapała go za koszulkę i mocno pociągnęła.
    - A ty gdzie? Ichigo kazał mi pilnować jego ciała, więc nigdzie nie idziesz.
    Zmodyfikowana dusza spojrzała na nią z udręczeniem.
    - Idę znaleźć Neechan – odpowiedział, wyrywając się z jej uścisku.
    - Kogo?
    Nicole ostatecznie zdecydowała się podążyć za nim. Kon najwyraźniej obrał sobie za cel dostanie się do miejsca walki. Szedł szybko i pewnie, dziewczyna musiała się naprawdę wysilić, by nie zostać w tyle.
    - Rukia-chan – widząc, że dziewczyna nie daje za wygraną, postanowił udzielić jej wyjaśnień.
    - I żeby ją znaleźć, zamierzasz wepchać się w sam środek walki? - odezwała się sarkastycznie. - To nie lepiej…
    Urwała, a w tym samym momencie Kon się zatrzymał. Oboje zauważyli coś niepokojącego.
Nie wyczuwali już starć energii tak jak wcześniej. Tym razem jedna, ta wroga, zdawała się zostawić z tyłu energię Kurosakiego.
    I zbliżała się niebezpiecznie szybko.

***
Oto i jest! Nie jestem z niego jakoś bardzo dumna, ot, taki przegadany. Dodaję go bardzo spontanicznie (znowu) i pewnie jakieś literówki i błędy się wdarły. Wiem, że w którejś kinówce ciało Ichigo nie miało pulsu, ale oooooooj tam. Ostrzegam, że mogę nie trzymać się kanonu. Oczywiście, że nie będę trzymać się kanonu. No. Także ten. Wracam do mojej mordowni.
Ciao~